środa, 30 września 2015

Kaczki, totolotek i bazuka - kolejny, normalny dzień w klasie

Siema ludzie, kujony i inni. Sorry, że taki zastój, ale jest tyle roboty w szkole, że nie wiem, do czego ręce włożyć. Do tego we wtorek piszemy dwa sprawdziany (wiem, że to niezgodne z regulaminem, ale nauczyciel i tak poszedł nam na rękę). Więc trzymajcie kciuki, że dotknę podręczników i się trochę pouczę. Więc już nie przedłużajmy.


Zaczniemy od dzisiejszej matematyki. Mieliśmy poprawę sprawdzianu. Nauczyciel zaczął sprawdzać listę.
- Tulińska.
- Jestem.
- Wachowski.
- Jestem.
- Walczak.
- Nie ma go. Już drugi dzień.
- Pewnie kaczki mu zdechły.
- Ile? - nauczyciel pewnie nie dosłyszał słowa "pewnie" (fajna gra słów, nie?).
- Wszystkie trzy.
- Epidemia była.
- Biedak nie może się pozbierać.
O mało nie wybuchłam śmiechem. Dlaczego o oni tak męczą go tymi kaczkami?
Potem przeszliśmy do rozdawania sprawdzianów. Muszę się pochwalić, że jako jedyna miałam piątkę (wiem, że nie powinnam tego robić, ale jestem zbyt zakochana w sobie ;-) ). Większość osób miała tróję. Jednak kiedy doszło do Adama Wachowskiego...
- Adam, dziewięć punktów. Dwa.
Zewsząd rozległy się oklaski. Adam bowiem oddał sprawdzian po trzech minutach.
- Radzę ci zagrać w totolotka. - powiedział nauczyciel - Może wygrasz dwa miliony.
- Zaznaczał ABCD. I tak w kółko. - skomentował Marian.
- Czyżewski, trzy.
- Przegrałeś, Baija. Stawiasz mi pizzę.

Potem było EDB. Zaczęliśmy od uzgodnienia terminu sprawdzianu. Była awantura, czy piszemy go za tydzień (razem ze sprawdzianem z fizyki), czy za dwa. Wstępnie określiliśmy go na najbliższą lekcję. Potem przeszliśmy do tematu.
 - ... i ta nieudolna, co ich bardzo nie lubię, straż miejska.
- O! Ja też ich nie lubię!
- Ja to bym ich pozabijał.
- Pistoletem!
- Bazuką!
- Bombą!
- Ogarnijcie się!
- Przecież taka praca to też praca. To, że nie są policją, to nie ich wina.
- Tych też powystrzeliwać.
- Czajkowski, ja rozumiem, że ostatnio dostałeś mandat za jazdę skuterem po ulicy, ale to nie znaczy, że trzeba od razu wszystkich zabić.
Potem temat przeszedł na Syryjczyków.
- Nie pchają się tak na Polskę, bo Niemcy są bogatsi.
- A niech sobie tam siedzą.
- No właśnie! Wyobrażalibyście sobie, żeby tu siedział murzyn? - powiedział Józek, wskazując pierwszą ławkę.


Spadam pisać całą resztę, czyli kolejne posty na kolejnych blogach. Na koniec wrzucam obrazek Załżę się, że każdy miał tak choć raz.

czwartek, 24 września 2015

Tym razem na matmie... Czyli Wachowski wraca z sanatorium oraz komiks nr.1 z Brońkiem

Siema ludzie, klasowe błazny i inni. Sorry, że tak dawno nie pisałam, ale mam nauki po uszy. Staruję już w kilku konkursach (połowę z przymusu, bo KTOŚ musiał). Oprócz tego muszę w ten weekend przeczytać "Kamienie na szaniec", bo w poniedziałek już omawiamy. Streszczę wam dzisiaj krótką relację z paru przedmiotów.


W środę (czyli wczoraj) zaczęliśmy od matmy. Do klasy przyszedł Gruby (Wachowski Adam), który niedawno wrócił z sanatorium. Oczywiście klasa zdążyła naopowiadać nauczycielowi, jaki to on jest zły. "On w szóstej klasie zdjął drzwi z ramy."- powiedział ktoś z mojej starej ekipy.
Na wejściu oczywiście usprawiedliwienia. No więc wstałam.
- Chciałam zgłosić nieprzygotowanie. - powiedziałam. Jestem takim leniem, że zamiast uczyć się algebry czy czegoś tam, oglądałam serial na necie.
- Ty sobie żartujesz? - zapytał się nauczyciel.
- Yyyyyyy..... Nie?
Osobiście czułam się dość dziwnie. To już nie mogę nie odrobić pracy domowej?
Na szczęście (lub nie) przeszliśmy do tematu.
Teraz będę musiała wytłumaczyć wam mechanizm, jaki funkcjonuje na lekcji matematyki. Otóż pan Sławiński (dość fajny nauczyciel) na początek wybiera osobę ze zgłaszających się. Gościu podchodzi do tablicy, rozwiązuje przykład i wybiera następną osobę. Dlaczego to jest fajne? Bo można się zemścić na nielubianym przez nas uczniu. A dlaczego to jest słabe? Osoba może podejść do tablicy tylko raz, a jeśli się ktoś zgłosi, to wybiera z nich.
Oczywiście na pierwszy ogień do tablicy pchnęli Adama. Przykład został szybko sprawnie rozwiązany (że co?). Adamowi nigdy nie chciało się uczyć, toteż się zdziwiłam, że tak szybko odszedł od tablicy (a może był to po prostu prosty przykład?). Kiedy usiadł, nauczyciel oświadczył:
- Tyle mi naopowiadali o tobie, że jesteś taki rozrabiaka, a tu siedzisz spokojnie. A tak w ogóle, co miałeś z matematyki?
- Czwórę.
- Gruby miał czwórę z matmy? - zaczęli się pytać wszyscy na około.
- A na koniec roku?
- Dwóję.
Wszyscy w klasie wybuchnęli śmiechem.
Minęło paręnaście minut. Broniek zaczął błagać Magdę Sierpską, by zgłosiła się do następnego przykładu. Wyczuł, że za chwilę będzie musiał iść do tablicy.
- Bronisław Walczak. - powiedziała osoba przed tablicą.
- Ale dlaczego ja?
Ręka Magdy powędrowała w górę.
- Widzicie? Magda chce iść do przykładu.
- Magda, chodź. - nauczyciel zaprosił ja gestem ręki do tablicy.
- Ale ja wybrałam Walczaka.
- Ale on jej ustąpił.
- Ale ona była dwa razy.
- No bez przesady. Chcecie całą lekcję jeden przykład robić?
- Skąd pan wiedział? - spytał się Daniel.


Oraz skomiksowana wersja  riposty Brońka (który jest niezwykle podobny do Kowalskiego). Jak zwykle Walczak gwiazdą polaka. Tym razem Czajkowski zwiał z lekcji, by nie być przepytany przez panią (kara za zbyt dobre riposty).


poniedziałek, 21 września 2015

Siema ludzie, nauczyciele i inni. Ostatnio w klasie nie dzieje się kompletnie nic. No prawie nic. Przedwczoraj Witek na WF-ie uszkodził sobie nogę (ponoć Szczepański mu w tym pomógł), jednak nic konkretnego nie da się wyłowić. W środę ma wrócić do szkoły.
W sumie powinnam teraz uczyć się słówek do niemca, ale jak widać, robię coś całkowicie innego.
A co w szkole? Polonistka jak zwykle dostaje szału, gdy słyszy śmiechy Mariana. Cały czas się zastanawiam, co ona ma z tym serem. "Czy ktoś zamiast godła powiesił kawał sera, że tak się śmiejecie?". Albo: " Czy ktoś przyniósł ser, że tak rżycie?". To staje się nie do wytrzymania. Serio! Nagrajcie sobie na telefon, jak mówicie te zdania, a potem słuchajcie ich przez 45 minut.
Z. G. R. O. Z. A.
A co do ciekawszych momentów, to zdarzył się jeden na WOSie. Mieliśmy do domu wypracowanie, kto jest twoim autorytetem. Nasz genialny Skrzeku ( tu chodzi o Sadko Mariana) dosłownie zerżnął z internetu o Annie Dymnej (wiem, bo sama spisywałam z neta:-)).
- Wesz co, Marian? No trochę za krótko. - powiedziała Królikowska, nauczycielka WOSu. - Trzeba było napisać, jaką organizację charytatywną założyła. Brakowało mi w tym jeszcze kim ona jest. No więc, czym się zajmuje?
- Yyyyyyyy.......... - odpowiedział Marian - To słynna piosenkarka.
Reakcja klasy, a w tym mnie, jest nazbyt oczywista.
- No kochany, za to najwyżej mogę ci postawić trójkę.

Albo na polskim:
- Walczak! Spokój! Bo postawię ci pałę!
- Ale proszę panią, ja mam dziewczynę.

A na koniec: the Best of Beka ze szkoły

środa, 16 września 2015

Post typowo nudny

Dlaczego typowo nudny? Bo w szkole jest nudno! Nikt nie podstawia nóg nauczycielom. Nikt nie robi afery na lekcji. Zieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeew...
Dlatego postanowiłam wam potruć o konkursie, który ma się odbyć u nas w przyszły piątek.
To konkurs wiedzowy związany z 7 europejskimi miastami. Coś w formie 1 z 10. Na pierwszym etapie jest pięć zawodników. Grupa odpowiada na dwa pytania. Jeśli odpowie na jedno dobrze, przechodzi do następnej rundy. Jednocześnie odpadają dwie osoby. Potem następne rundy w grupie 3, a na końcu zostaje 1 osoba. Finał rozegra się pomiędzy trzema osobami. Na nieszczęście prawdopodobnie to ja będę musiała siedzieć w finale. I to przed całą szkołą! Ż A L. Ale w sumie można wygrać wycieczkę do kina, więc nie będzie tak źle.

Na koniec riposta Brońka od ogórków.
Pan od matmy: Dlaczego odrabiałeś lekcje na korytarzu? Przecież miałeś je odrobić w domu.
Bronisław: Przecież szkoła to taki drugi dom.

sobota, 12 września 2015

Afera w klasie II D

Wybaczcie, że na samym początku posty pojawiają się nieregularnie, ale nie było zbyt wiele czasu na blogowanie + małe problemy z komputerem. Nadrobię to wszystko dzisiaj.


środa,9 września 2015

W szkole pani od niemca, w związku ze zbliżającym się dniem języków obcych, ogłosiła konkurs. Coś w stylu "Jednego z dziesięciu", tylko że na 5 osób. Reszta szczegółów później. Powiem tylko, że klasa wytypowała mnie jako główną ( o ja! (mam zwyczaj nie kończyć tego wyrażenia )).
Ale nie to miało być główną atrakcją tego posta, lecz sprawa wycieczki na pokazy fizyczne. Oczywiście cała klasa się zapisała. Tylko że...
Wszystko zaczęło się na lekcji anglika z naszą wychowawczynią. Po raz kolejny pojawiła się skarga od nauczycieli na Czajkowskiego. Chłopak nie umiał trzymać języka za zębami w odpowiednich momentach i pyskował na całego.
- Masz się poprawić, a cała klasa ci pomoże. Jeśli jeszcze ktoś przyjdzie ze skargą na ciebie, to nikt nie pojedzie na pokazy fizyczne.
Oczywiście zaczęły się głośne protesty. Mimo że nasza wychowawczyni jest naprawdę fajna, ma jedną wadę: trudno ją przekonać do zmiany zdania. Zamknęła dyskusje stanowczym tonem i wróciła do tematu lekcji.
Jak na nieszczęście, następną mieliśmy chemię. Pani zostawiła nas w klasie i wróciła do pokoju po dziennik. Chłopaki automatycznie zamienili się w dzieci. Podbiegli do tablicy i zaczęli rysować. Angelika stanęła koło drzwi.
- Idzie. - szepnęła po kilku minutach.
Cała zgraja baranów (przepraszam za wyrażenie) stratowała wszystko, co się dało i usiadła na swoich miejscach.
I wtedy cała klasa ujrzała napis na środku tablicy:

Wlazło to kupa

Ewidentnie było to dzieło Czajkowskiego. Tylko on w całej klasie tak okropnie pisze.
Pierwszy zareagował Daniel. Z kawałkiem kredy w ręce, z którą uciekł od tablicy, podbiegł i chwycił gąbkę.
W tej samej chwili do sali weszła nauczycielka. Pierwszym, co zobaczyła, był Daniel stojący przed obrażającym ją napisem.
- No tego po tobie się nie spodziewałam.
- Przepraszam panią. - pochylił głowę w geście pokory.
- Nie przepraszaj, tylko zetrzyj to i do ławki. Na przerwie porozmawiam sobie z twoją wychowawczynią.
Osobiście mnie trochę zdziwiło, że Daniel nie wkopał Adriana. Zawsze zganiał na wszystkich, tylko nie na siebie. Nie ważne czy chodziło to o jakąś kłótnie czy błąd w pracy grupowej. Po prostu miał taki charakter.
Tego dnia zdarzył się również epizod na WF-ie, jednak ja wówczas miałam informę. Chyba chodziło o to, że ktoś ukrył dziennik. Sama do końca nie zrozumiałam, kto w końcu ponosi odpowiedzialność.

czwartek, 10 września 2015

Myślę, że z tego dnia przytoczę jeszcze zdarzenie z religii. Katechetka tłumaczyła nam, co to znaczy być wolnym (Kwiatkowska na okrągło o tym mówi, a akurat mieliśmy temat : "Chcę być wolnym", więc nikt tak naprawdę nie słuchał (może za wyjątkiem Magdaleny Sienkiewicz, mojej przyjaciółki, z którą siedzę)).
- Ehhh... -westchnął Czajkowski - Czy musi pani na okrągło mówić o tym samym? Już wiemy, że mamy nie ćpać, bo się zniewolimy.
- Kto to powiedział? - zapytała się katechetka
Cisza.
- Pytam się, kto to powiedział? - Kwiatkowska powiedziała to swoim lodowatym tonem.
W końcu wstał Witek.
- To ja. - oznajmił wypranym z emocji głosem.
- Witek, tego się po tobie nie spodziewałam. Marsz do wychowawcy.
- Ale teraz naszej pani nie ma. Zaczyna lekcję dopiero za godzinę.
- Świetnie! To ja sobie z nią pogadam, jaki to jesteś kulturalny. Oj, nie będziesz miał bardzo dobrego na semestr; już ja się o to postaram.

Potem mieliśmy małe spotkanie z wychowawcą.
- Nie podobają mi się te afery, o których słyszę od wczoraj. Zawiodłam się na was. Postanowiłam, że nikt nie pojedzie na pokazy fizyczne.
Po klasie przeszedł pomruk niezadowolenia.
Wtedy Adrian wstał.
- Proszę pani. - powiedział - Bo to wszystko moja wina. To ja napisałem to o Wlazłowskiej, ukryłem dziennik i odpyskowałem na religii. Proszę ich za to nie winić.
Pani na chwilę się zamyśliła.
- No dobrze. Skoro tak się troszczysz o klasę, to mogą jechać. Ale ty za karę będziesz musiał zostać i przyjść do szkoły. Wymyślimy ci jakieś zajęcie.

I tak oto Czajkowski został bohaterem klasy (a przynajmniej do czasu wycieczki).

środa, 9 września 2015

Tasiemce

Wtorek, 8 września 2015r

Tego dnia mieliśmy drugą lekcję biologii. W tamtym roku nie wyrobiliśmy się z materiałem, więc wróciliśmy do poprzedniego podręcznika.
Jednym słowem: robaki.
W sumie nie czuję do nich wstrętu czy coś podobnego. Jest wręcz przeciwnie. Moje trzecie ulubione zwierzę to pająk.
Tylko że zaczęliśmy omawiać płaźnice i nicienie. Kiedy słuchałam nauczycielki opowiadającej o tasiemcach i reszcie bandy, to żałowałam, że jadłam tą kanapkę na przerwie. I, sądząc po minach niektórych, nie tylko ja.
- A jak sprawdzić, czy ma się tego tasiemca w sobie? - w pewnym momencie spytała Sylwia.
- Trzeba sprawdzić, czy w kale nie ma jajeczek. - odpowiedziała nasza biolożka.
- Wiesz, pogrzebiesz trochę i się dowiesz. - szepnął Marian.
I zaczęła się kolejna dawka cudownych szczegółów o wyżej wymienionym robaku. Potem doszliśmy do tematu owsików i glizdy ludzkiej. Przez cały czas pilnowałam się, żeby nie zwymiotować od bogactwa informacji.
- A jak można zarazić się owsikami? - zapytał się ktoś z klasy.
- To wszystko unosi się w powietrzu. Dlatego dzieci w przedszkolu tak szybko się od siebie zarażają. Ale wystarczy dbać o higienę i myć owoce.
- A czy lubi pani ogórki? - krzyknął Broniek.
"Powrót ogórków. Znalazł sobie temat i męczy." - pomyślałam.
Jednak biolożka okazała się sprytniejsza od polonistki (i za to właśnie ją lubię).
- Lubię wszystkie warzywa. - wybrnęła bez problemu.
I znowu kolejna dawka obrzydliwości z jelita.
- W sumie to taka luźna lekcja, więc powiem wam, że w wakacje byłam na wschodzie. - powiedziała biolożka.
" Rosja." - pomyślałam automatycznie.
- Otóż byłam na Białorusi. - "Czyli nie Rosja." - Gdybyście widzieli w toalety na dworcu. Zupełnie inna jakość. Tam naprawdę dbają o higienę. Naprawdę polecam tam pojechać, nawet tylko dlatego.
" Tak. Fajnie. Będę gnać kilkaset kilometrów samochodem tylko po to, by zobaczyć kible."
- Niech pani przestanie. - powiedział w końcu Witek - Nie będę mógł jeść obiadu w domu.

Więcej obrzydliwości nie pamiętam. Za resztę (nie)bardzo żałuję.
Po wyjściu z klasy stwierdziłam, że jedyny tasiemiec, którego lubię, to Wspaniałe Stulecie (Sulejman jest święty, Ibrahim walnięty, Hurrem jest zdzirą, Hatice niech żyje (i razem z Mahidewran zniszczy wszystkich po kolei)).

Dziękuję za uwagę.

niedziela, 6 września 2015

Początek, upadek i ogórki

Będzie to blog o pewnej klasie gimnazjalnej, jej walniętych pomysłach oraz o całej reszcie. Wszystkie zdarzenia tu opisane zdarzyły się naprawdę (a przynajmniej ja tak to będę pamiętać), jednak nazwiska zostały zmienione, jak również literka klasy (by chronić niewinnych, a przede wszystkim mnie). Więc, proszę, nie próbujcie wiązać tych wydarzeń z kimkolwiek.

Zaczynamy!




Piątek, 4 września 2015r

Upadek

Tego dnia wymyśliłam pisanie tego bloga. Pomysł mnie naszedł na lekcji religii, kiedy to nasza katechetka zaczęła wykład (i oczywiście skutek był taki, że nie słuchałam). Ale zacznijmy od początku:

Nasza katechetka, pani Kwiatkowska jest niezbyt lubianą nauczycielką (głównie dlatego, bo wymagającą), lecz mimo to lekcje nie są takie złe. Kiedy wszyscy weszliśmy do klasy i wypakowaliśmy zeszyty, do sali wparowało dwóch uczniów: Adam Wachowski i Walczak Bronisław (dwójka przyjaciół).
- Pochwalony! - krzyknął Broniek.
- Ale ja nie jestem pochwalona! - odpowiedziała mu nauczycielka, wyjmując kartki z biurka.
- Ale ja jestem.
Kilka osób wybuchło śmiechem. Nauczycielka jednak tylko westchnęła.
- Otwórz to okno na górze. - powiedziała do jeszcze stojącego Walczaka i wskazała na to znajdując się najwyżej, koło środkowego rzędu.
- A jak ma to zrobić? Przecież tam nie dostanę.
- Wejdź na parapet.
- A co, jeśli spadnę?
- To będziesz leżał.
Tym razem wszyscy zaczęli się śmiać. Broniek wszedł na parapet.
- Nie da się otworzyć. - skomentował, siłując się z zamkiem.
- No tak, jest przybite na gwoździe. Lepiej daj już spokój.
- No i jak ja teraz zejdę?
- Tak jak wszedłeś.
- Czyli jak?
- To nie wiesz, jak wszedłeś?
- Nie.
Kolejna salwa śmiechu w klasie.
-Zejdź po ławkach.
Walczak oczywiście zszedł na ławkę z taką siłą, że zakrawało o cud, że jej nie połamał. Potem przeszedł na drugą obok, waląc w nią w ten sam sposób, a na koniec z łoskotem zeskoczył na ziemię tuż obok biurka nauczycielki.
Na szczęście (dla niego) do nauczycielki zadzwonił telefon.

W sprawie ogórków

Tym razem przenosimy się na szóstą godzinę na j. Polski. Była to lekcja organizacyjna. Pani tłumaczyła co i jak (zieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeew!). Kiedy przeszła do lektur, w środkowym rzędzie zaczęły się chichoty. Wielka szóstka (Czajkowski Adam, Czyżewski Bronisław, Drzymała Daniel, Sadko Marian,  Staszewski Witold i gwiazda wcześniejszego epizodu : Broniek Walczak) śmiała się w najlepsze.
- A co wy tam macie? Jakiś kawał sera, że tak się śmiejecie? - spytała się nauczycielka.
- Ogórki. - odkrzyknął Witek
Nauczycielka pewnie uznała to za żart, ponieważ nic nie odpowiedziała.
- Lubi pani mizerię? - krzyknął Walczak.
Cała klasa wybuchła śmiechem.
- Walczak, proszę nie zadawać głupich pytań.
I wróciła do omawiania lektur. Kiedy ustalała termin omawiana pierwszej, Broniek znowu krzyknął:
- Nie odpowiedziała nam pani, czy lubi pani mizerię.
Nauczycielka zignorowała to pytanie i mówiła dalej. Na koniec, kiedy wszystko było powiedziane (hurra!), spojrzała się na klasę i powiedziała:
- Są jakieś pytania?
Po chwili odezwał się Broniek:
- To lubi pani tą mizerię, czy nie?
Salwa śmiechu w klasie. Nauczycielka oczywiście nic nie odpowiedziała.
- A ja będę miał dzisiaj ogórkową na obiad. - powiedziała Marian.
- Serio? A ja surówkę z kiszonego ogórka.
Zaczęły się obrady, kto co lubi. Pośród szumu przebijały się głosy.
- Hej! A Sylwia lubi konserwowe!
- Najlepsze są kiszone!
- Ale wy jesteście zboczeni. - powiedziała jakaś dziewczyna.
- No właśnie! - krzyknął Witek - My tu rozmawiamy o warzywie, a wy macie jakieś skojarzenia erotyczne!
- To lubi pani te ogórki? - Broniek nie poddawał się.
- Ogórka jako warzywo, to lubię. - powiedziała nauczycielka.
- To dlaczego pani wcześniej nie odpowiedziała?
Nauczycielkę uratował dzwonek. Wszyscy wybiegli z klasy z nieskrywaną radością.




Tada! Tak wyglądają zajęcia z jedną ze zwyczajnych polskich klas, którą postanowiłam kronikować. Zapraszam do zakładki Uczniowie i nauczyciele , w której znajduje się spis naszych uczniów oraz nauczycieli prowadzących (oczywiście nazwiska zmienione).