Będzie to blog o pewnej klasie gimnazjalnej, jej walniętych pomysłach oraz o całej reszcie. Wszystkie zdarzenia tu opisane zdarzyły się naprawdę (a przynajmniej ja tak to będę pamiętać), jednak nazwiska zostały zmienione, jak również literka klasy (by chronić niewinnych, a przede wszystkim mnie). Więc, proszę, nie próbujcie wiązać tych wydarzeń z kimkolwiek.
Zaczynamy!
Piątek, 4 września 2015r
Upadek
Tego dnia wymyśliłam pisanie tego bloga. Pomysł mnie naszedł na lekcji religii, kiedy to nasza katechetka zaczęła wykład (i oczywiście skutek był taki, że nie słuchałam). Ale zacznijmy od początku:
Nasza katechetka, pani Kwiatkowska jest niezbyt lubianą nauczycielką (głównie dlatego, bo wymagającą), lecz mimo to lekcje nie są takie złe. Kiedy wszyscy weszliśmy do klasy i wypakowaliśmy zeszyty, do sali wparowało dwóch uczniów: Adam Wachowski i Walczak Bronisław (dwójka przyjaciół).
- Pochwalony! - krzyknął Broniek.
- Ale ja nie jestem pochwalona! - odpowiedziała mu nauczycielka, wyjmując kartki z biurka.
- Ale ja jestem.
Kilka osób wybuchło śmiechem. Nauczycielka jednak tylko westchnęła.
- Otwórz to okno na górze. - powiedziała do jeszcze stojącego Walczaka i wskazała na to znajdując się najwyżej, koło środkowego rzędu.
- A jak ma to zrobić? Przecież tam nie dostanę.
- Wejdź na parapet.
- A co, jeśli spadnę?
- To będziesz leżał.
Tym razem wszyscy zaczęli się śmiać. Broniek wszedł na parapet.
- Nie da się otworzyć. - skomentował, siłując się z zamkiem.
- No tak, jest przybite na gwoździe. Lepiej daj już spokój.
- No i jak ja teraz zejdę?
- Tak jak wszedłeś.
- Czyli jak?
- To nie wiesz, jak wszedłeś?
- Nie.
Kolejna salwa śmiechu w klasie.
-Zejdź po ławkach.
Walczak oczywiście zszedł na ławkę z taką siłą, że zakrawało o cud, że jej nie połamał. Potem przeszedł na drugą obok, waląc w nią w ten sam sposób, a na koniec z łoskotem zeskoczył na ziemię tuż obok biurka nauczycielki.
Na szczęście (dla niego) do nauczycielki zadzwonił telefon.
W sprawie ogórków
Tym razem przenosimy się na szóstą godzinę na j. Polski. Była to lekcja organizacyjna. Pani tłumaczyła co i jak (zieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeew!). Kiedy przeszła do lektur, w środkowym rzędzie zaczęły się chichoty. Wielka szóstka (Czajkowski Adam, Czyżewski Bronisław, Drzymała Daniel, Sadko Marian, Staszewski Witold i gwiazda wcześniejszego epizodu : Broniek Walczak) śmiała się w najlepsze.
- A co wy tam macie? Jakiś kawał sera, że tak się śmiejecie? - spytała się nauczycielka.
- Ogórki. - odkrzyknął Witek
Nauczycielka pewnie uznała to za żart, ponieważ nic nie odpowiedziała.
- Lubi pani mizerię? - krzyknął Walczak.
Cała klasa wybuchła śmiechem.
- Walczak, proszę nie zadawać głupich pytań.
I wróciła do omawiania lektur. Kiedy ustalała termin omawiana pierwszej, Broniek znowu krzyknął:
- Nie odpowiedziała nam pani, czy lubi pani mizerię.
Nauczycielka zignorowała to pytanie i mówiła dalej. Na koniec, kiedy wszystko było powiedziane (hurra!), spojrzała się na klasę i powiedziała:
- Są jakieś pytania?
Po chwili odezwał się Broniek:
- To lubi pani tą mizerię, czy nie?
Salwa śmiechu w klasie. Nauczycielka oczywiście nic nie odpowiedziała.
- A ja będę miał dzisiaj ogórkową na obiad. - powiedziała Marian.
- Serio? A ja surówkę z kiszonego ogórka.
Zaczęły się obrady, kto co lubi. Pośród szumu przebijały się głosy.
- Hej! A Sylwia lubi konserwowe!
- Najlepsze są kiszone!
- Ale wy jesteście zboczeni. - powiedziała jakaś dziewczyna.
- No właśnie! - krzyknął Witek - My tu rozmawiamy o warzywie, a wy macie jakieś skojarzenia erotyczne!
- To lubi pani te ogórki? - Broniek nie poddawał się.
- Ogórka jako warzywo, to lubię. - powiedziała nauczycielka.
- To dlaczego pani wcześniej nie odpowiedziała?
Nauczycielkę uratował dzwonek. Wszyscy wybiegli z klasy z nieskrywaną radością.
Tada! Tak wyglądają zajęcia z jedną ze zwyczajnych polskich klas, którą postanowiłam kronikować. Zapraszam do zakładki Uczniowie i nauczyciele , w której znajduje się spis naszych uczniów oraz nauczycieli prowadzących (oczywiście nazwiska zmienione).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz